0:00
/
Transcript

Mama Aśki.

czyli o tym, jakie ma znacznie - to miejsce?

Zacznę od pofestiwalowej refleksji:

Bo właśnie siedzę z chłodną kawą (bezkofeinową, taka pora), a wciąż czuję pofestiwalową intensywność minionego weekendu w Białowieży.

To był wyjątkowy czas.

Wersja live cyklu „Kobiety z Kiedyś” pokazała mi, że autentyczna, kobieca opowieść o tożsamości i o naturze natury najpiękniej otwiera oczy… przez uszy.

Rozmowy, które prowadziłam, wychodziły daleko poza dobrze już oswojoną legendę Simony Kossak. Były intymne, gęste, ale mocno splecione z rytmem puszczy – i znów zobaczyłam, jak sztuka audio i reportaż narracyjny potrafią budować wspólnotowość przeżycia.

Simona powtarzała, że przyroda „nie jest ani dobra, ani zła – jest po prostu sobą”. Ten festiwalowy czas pokazał mi, że podobnie jest z opowieściami: kiedy są prawdziwe, nie muszą być wygładzone, żeby poruszać.

Prowadziłam nie tylko swoją opowieść, ale też dwa niezwykle inspirujące spotkania – każde z nich inaczej oświetlało to, z czego wyrastamy: pamięć, relacje, lokalne doświadczenia, które nie zawsze trafiają do oficjalnych narracji.

Zanim we wtorek o 18:18 na kanale pojawi się nowa, festiwalowa przestrzeń dźwiękowa, przywieziona prosto z Białowieży, zostawiam Cię z jednym pytaniem:

Gdyby na moment wyciszyć cały cyfrowy szum – jaka jedna opowieść, zasłyszana gdziekolwiek, ale właśnie w ten weekend, najmocniej z Tobą w teh chwili gdy to czytasz - rezonuje?

Wróćmy do myśli przewodniej:

Miejsce ma znaczenie.

Ale do jego powstania zawsze przyczyniają się ludzie. A bardzo często – one, Kobiety z Kiedyś.

Liczyły się: codzienność, praca i odpoczynek. To jest uniwersalne. A jednak tutaj – w Białowieży – nabiera szczególnego sensu. W tym odcinku podążam takimi codziennymi ścieżkami białowieżanek z, nie tak dalekiej w końcu, przeszłości.

Zatem - rozejrzyj się.

Miejsce, w którym teraz jesteś – słuchając – ma swoją historię. Jeśli czujesz z nim relację, to znaczy, że także kontynuujesz czyjąś historię. Niesiesz dalej opowieści tych, którzy byli tu przed Tobą: chodzili tymi samymi drogami, mieszkali w tych ścianach albo tuż obok, uprawiali ziemię, szli na front, cieszyli się życiem albo nie – ale i tak przekazywali dalej emocjonalne kody, zaczęte historie bycia tutaj.

Do tego żywiołu, którym jesteśmy – każdy z nas – zagląda się poprzez pamięć. Cuowne narzędzie, ale…

Tylko co właściwie pamiętamy?

Moja rozmówczyni to Joanna. Dla mnie – Asia. Z domu Rabczuk. Bardzo podlaskie nazwisko, prawda?

Chodziłyśmy razem do szkoły. Jedna z niewielu osób, z którymi kontakt nie urwał się nigdy, choć nie jest “przyssawkowy’. No, cud.

Asia jest białowieżanką. Jej rodzina mieszka tu od kilku pokoleń. W to „bycie tutaj” wpisana jest historia – choćby pamięć bieżeństwa. Taki spadek po przodkach. Raczej smutny.

Tym razem rozmawiamy o Jej mamie. Wracamy do lat 60-tych.

Nas wtedy jeszcze nie było. Kompletnie ;)

A lata 60. były szczególne. To wtedy do Białowieży zaczęły przyjeżdżać młode kobiety z miast – związane z nauką. Nagle, trochę jakby z niczego, pojawiło się środowisko, którego wcześniej tu nie było. Instytuty, badania, nowe języki opowieści o świecie.

I kobiety.

Kobiety nauki, które przynosiły ze sobą inne rytmy życia, inne sposoby bycia – i spotykały się z tym, co było tu od…. kiedyś.

Na tej żyznej glebie wyrosło nasze kiedyś ;)

A miejsce to zawsze kilka warstw.

Kraina pamięci to nie pączek, to przekładaniec, prawda? ;).

Ślę serdeczności!

Miłka

zdjęcie ze spaceru w ramach festiwalu “Urodziny Simony” Białowieża 2026

Discussion about this video

User's avatar

Ready for more?