Telepatia zamiast interfejsu. Bezpośredni wgląd zamiast metafory. Czy w świecie bez słów byłoby jeszcze miejsce na tajemnicę?
Ach, taki moment ciszy. Nagłe przejście od zgiełku alfabetów, szumu nagrań i gęstwiny przymiotników do czystej, nagiej obecności myśli.
Jako osoba, która całe życie buduje światy z materii słowa – pisanego, które musi wybrzmieć w głowie czytelnika, i mówionego, które niesie ze sobą drżenie oddechu – zastanawiam się, co pozostałoby z naszej tożsamości w świecie pełnym telepatii?
Słowa to nie tylko nośniki informacji. To filtry, dzięki którym oswajamy rzeczywistość. Słowa nadaja światu barwę, rytm, ciężar.
Jak pisała Wisława Szymborska:
„Kiedy wymawiam słowo przyszłość, pierwsza sylaba odchodzi już do przeszłości”.
W telepatycznym porozumieniu ta ulotność znika. Znika też możliwość niedopowiedzenia, metafor i tej bezpiecznej przestrzeni, którą daje nam interpretacja. Ale - pozostaje rdzeń sensu. I mniejsze pole do ściemniania, prawda? ;)
Gdybyśmy jako społeczeństwo zrezygnowali z języka na rzecz bezpośredniego wglądu w swoje umysły, pewnie zyskałaby na tym prawda, ale straciłaby tajemnica. To właśnie wprzestrzeniach między tym, co pomyślane, a tym, co wypowiedziane, rodzi się .. to coś. Może to nawet sztuka, może bliskość oparta na próbie zrozumienia drugiego człowieka?
Bez słów nasze „wewnętrzne światy” stały się jednym, wspólnym oceanem – fascynującym, ale pozbawionym autorskich granic.
Zostaję więc przy słowach. Przy ich mozolnym układaniu, przy podcastowej pauzie, która znaczy więcej niż tysiąc obrazów przesłanych bezpośrednio do kory mózgowej.
Wierzę, że właśnie w wysiłku nazywania świata ożywa najgłębsza istota człowieczeństwa.
Przynajmniej dzisiaj tak o tym myślę, a TY?
A nazywanie świata to… literatura i gra, prawda?
hasztag#KulturaSłowa hasztag#NarracjaAudio hasztag#PrzyszłośćMediów hasztag#SztukaSłowa











